Recenzja książki Richard’a Yates’a „Droga do szczęścia”

pobrane

O Richardzie Yatesie w naszym kraju mało osób mówi i mało osób go czyta. Chociaż pisał pięćdziesiąt lat temu jego powieści wciąż są odkrywane, odświeżane, przekładane na język kina. Jedna z głośniejszych z nich, Droga do Szczęścia doczekała się ekranizacji  z Leonardem DiCaprio i Kate Winslet w roli głównej. Nie bez przypadku reżyser Sam Mendes zdecydował się zinterpretować właśnie tę powieść. Jest ona bowiem, zdaniem wielu, najlepszą w dorobku Yatesa. Wydana w 1961 nie traci na ważności w dwudziestym pierwszym wieku. Co więcej, problemy natury egzystencjalnej poruszane przez autora wydają się być aktualne jak nigdy przedtem.

 

Revolutionary Road (oryginalny tytuł) to ulica w lepszej, droższej części miasta, przy której wyrastają bogate, domy bogatych ludzi. April i Frank wiodą życie rodem z amerykańskiego snu – ona z dziećmi w domu na przedmieściach, on w dobrze płatnej pracy w centrum miasta. Typowe małżeństwo, które pije mrożoną herbatę na werandzie i patrzy jak dzieci bawią się na podwórku z sąsiadami. Takie było wyobrażenie Wheelerów gdy wprowadzali się na ich „Drogę do szczęścia”. Jednak to co zapowiadało się na idealne życie, okazało się pierwszym krokiem w stronę piekła. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc Frank wraz z żoną popadali w coraz większy marazm i rutynę. Oboje wpadli w pajęczynę własnych rozterek, problemów z przeszłości. Frank nie potrafi wyrwać się z pracy, która nie daje mu satysfakcji, ścigany przez widmo ojca pomoc znajduje w wyimaginowanych rozmowach z żoną i szklance szkockiej. Ratunek nadchodzi wraz z pomysłem April o wyjeździe do Francji i rozpoczęciu całkiem nowego życia. Emigracja do Europy nadaje ich życiu nowy rytm a sam fakt możliwości pochwalenia się przeprowadzką wśród przyjaciół dodaje Frankowi skrzydeł.

 

Droga do szczęścia to wnikliwe studium małżeństwa, spojrzenie na codzienność dwóch inteligentnych ludzi, którzy nie potrafią pogodzić się z przeszłością. To portret upadającej miłości, zaklęty w rozmowach dwóch bohaterów, na których tak naprawdę opiera się cała powieść. Prawdopodobnie w tym istnieje cała magia, którą stworzył Yates, historia opowiadana jest w rozmowach. W tych inteligentnych, barwnych, czasem przytłaczających dialogach czytelnik zatraca się momentalnie nie potrafiąc oderwać się od lektury. Wszystko spięte jest przepięknym językiem i barwnym słownictwem. Bohaterowie są zbudowani z krwi i kości, żyją na każdej ze stron. Książkę pochłania się jednym tchem, chociaż jak to mają w zwyczaju powieści obyczajowe, nie znajdujemy w niej wiele akcji. Jednak uczucia bohaterów, ich myśli a przede wszystkich te powtarzające się rozmowy, tworzą historię tak prawdziwą, jakbyśmy byli jej częścią. Nie bez powodu nazywa się Richarda Yatesa jednym z najwybitniejszych powieściopisarzy dwudziestego wieku. Praca słowem jaką pokazał w „Drodze do Szczęścia” jest najwyższych lotów, a tak ożywić bohaterów potrafią tylko mistrzowie.

 

W „Drodze do szczęścia” Czytelnik znajduje to co najlepsze w powieściach obyczajowych, wyraźnych bohaterów, ich autentyczne problemy. Tragedię, z jaką wreszcie muszą się zmierzyć przezywamy razem z nimi. Richard Yates robi z nas widzów intymnego życia dwójki młodych ludzi, widzów teatru ich życia, w którym mamy wgląd do ich myśli i uczuć. Tak chyba można najlepiej podsumować „Drogę…” – jako teatr ludzkich emocji `w którym jesteśmy kimś więcej niż tylko widzami.